Erich Fromm. Ucieczka od wolności

Erich Fromm swoją „Ucieczkę od wolności” po raz pierwszy opublikował w roku 1941. Po tylu latach dzieło nadal jest wznawiane i wydaje się, że wcale nie traci na aktualności. Co takiego się w nim kryje, że wydawcy na całym świcie rok w rok prezentują światu nowe wydania?

Mimo, że książka bezpośrednio dotyka problematyki hitleryzmu i konformizmu, to jej treść w tych aspektach się nie zamyka. Czytając miałam wrażenie, jakby autor bardzo zapobiegliwie skonstruował książkę tak, żeby była aktualna jeszcze wiele lat po pierwotnym wydaniu. Zabieg ten udał się śpiewająco i „Ucieczka od wolności” w roku 2014 przemawia tak samo mocno jak w roku 1941. W głównej mierze jest to zasługą niezwykłych prawidłowości, które Fromm odkrył i opisał. Tego zespołu cech, który wiedzie ludzi do zatracenia i niekontrolowany może się przyczynić do naszej degeneracji.

Wolność w rozumieniu autora wcale nie nosi znamion sytuacji pozytywnej, wręcz przeciwnie, wraz z zakończeniem epoki średniowiecza człowiek wkroczył w bardzo niebezpieczne czasy, w których jest wolny „od”. Nie ma tu mowy o takiej swobodnej wolności, o braku konieczności robienia czegokolwiek, nowożytny człowiek zewsząd otoczony jest problemami i niebezpieczeństwami, nie jest wolny, może najwyżej od tych niebezpieczeństw uciec.

Erich Fromm nie ogranicza się do pustych rozważań nad ludzką naturą, on próbuje złożyć w całość nasza psychikę, kulturę i schematy społeczne, filozofię, którą stworzyliśmy i ekonomię, której podlegamy. Jego pogląd jest całościowy, zawiera wszystkie aspekty ludzkiego doświadczenia i pokazuje nam, że tak właściwie… jesteśmy więźniami własnego świata. Planety, którą chcieliśmy mieć dla siebie, którą zmienialiśmy i podporządkowywaliśmy własnym pragnieniom by w końcu czuć się wolnymi i potężnymi. Jednakże nie jest to możliwe, bo otoczenie w jakim funkcjonujemy nie jest nasza wolnością, to złota klatka, która tylko przypomina otwartą przestrzeń. W rzeczywistości w każdej chwili może się zamknąć i pokazać nam, że tak naprawdę żyjemy w ułudzie.

Człowieka można w każdej chwili zniewolić, właściwie żyjemy zniewoleni przez całe swoje życie, tylko nie dostrzegamy tego, ten stan nazwaliśmy wolnością, ale pozory tak bardzo przysłoniły nam rzeczywistość, że nie umiemy jej inaczej zdefiniować. Wydaje mi się, że dla niektórych książka ta mogłaby być bardzo trudna do przebrnięcia, w końcu nie jest to wesoła opowieść o rodzinie z sąsiedztwa, tylko mocno filozoficzno-socjologiczny monolog, który odsłania słabe strony naszych systemów państwowych i przekonań osobistych.

„Wolność ma dla współczesnego człowieka dwojakie znaczenie: wprawdzie uwolnił się on od tradycyjnych autorytetów i stał się jednostką, ale jednocześnie poczuł się izolowany i bezsilny; stał się przy tym narzędziem służącym celom zewnętrznym, obcym jemu i innym jednostkom. Ten stan podkopuje jego ja, osłabia go i napawa lękiem, wtrąca w nową niewolę. Wolność pozytywna natomiast identyczna jest z pełnym wykorzystaniem możliwości i zdolności człowieka do życia aktywnego i spontanicznego. Wolność osiągnęła punkt krytyczny, punkt, w którym może się zmienić we własne przeciwieństwo.”

Czyż powyższe słowa nie oddają w pełni sytuacji, w jakiej znaleźli się współcześni ludzie? Wydaje się, jakoby Erich Fromm był prawdziwym wizjonerem i już ponad 70 lat temu dostrzegł, w jaki sposób przebiegać będzie ludzki rozwój, ale nie w tym rzecz. On odkrył naturalną prawidłowość, wedle której postępujemy i był w stanie stwierdzić, że trend ten nie ulegnie zmianie.

I w ten oto sposób mamy wolność pozorną, wydaje nam się, że wolny, niczym nieograniczony świat stoi dla nami otworem, ale to tylko mara. Demokracja nie to dla nas przygotowała, a wojenne zwycięstwa nie dają nam wolności, to tylko taka gra. Chwilami trudno było się skupić nad książką, jest ona w pewnym sensie chaotyczna, ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam jednoznacznie: to dzieło, któremu nie można odmawiać słuszności. Rzadko kiedy przecież trafiamy na słowa tak prawdziwe i uniwersalne zarazem, że są w stanie zatrząść posadami naszego myślenia. Kierujemy wtedy swój wzrok gdzie indziej i rozważamy, czy aby na pewno idziemy w dobrym kierunku.

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *