Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce

„Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce” – każdy choć raz w życiu spotkał się z tym stwierdzeniem, wypowiadając go lub słysząc od znajomych czy rodziny. Myśl ta jest jak zaklęcie, wszyscy chcieliby poznać tajemne składniki, żeby później móc machnąć czarodziejską różdżką i rozwiązać za pomocą magii trudności jakie niesie za sobą rzeczywistość.

Patrząc przyziemnie, znalezienie recepty, swoistego antidotum „na chcenie” jest jak odkrycie leku z zakresu medycyny. Pieczołowicie trudne, ale jednocześnie spektakularne. Znając realia naszego społeczeństwa, wyobrażam sobie, wielkie tłumy stojące w niekończących się kolejkach rodem z PRL-u, chcące zakupić motywacje w tabletkach. Ach! Cóż to byłaby za fantastyczna sposobność! Nie chce mi się iść do pracy? Biorę motywator w tabletkach. Nie chce mi się uczyć do egzaminu? Biorę motywator w tabletkach. Nie chce mi się zrobić wiosennych porządków w mieszkaniu? Biorę motywator w tabletkach. Nie chce mi się iść na siłownię, mimo noworocznego postanowienia? Biorę motywator w tabletkach. I bęc. Przedawkowaliśmy.

Na szczęście, medycyna tym różni się od nauk społecznych, że to co działa na miliony populacji niekoniecznie musi się sprawdzić w przypadku jednej osoby. Pamiętajmy, że niestety nie ma jednego, sprawdzonego sposobu na zmotywowanie się.

Kiedyś jeden z profesorów powiedział, że nawet aby wstać z łóżka potrzebny jest nam silny impuls. I miał rację. Zarówno motywacja wewnętrzna jak i motywacja zewnętrzna (oczekiwanie na nagrodę) jest niezbędna i pożądana w wielu obszarach codzienności. Niestety bywa tak, że kiedy bardzo jej potrzebujemy, musimy wyruszyć na poszukiwania i to z lupą w ręku, bo jak się okazuje chcieć, nie zawsze znaczy móc, mimo, że przekonuje nas do tego wiele osób. Takimi osobami są m.in. wybitni mówcy motywacyjni, którzy myślą, że udało im się odkryć „lek na chcenie” mimo, iż wielokrotnie wygłaszają słowa oderwane od rzeczywistości. Owszem, przedstawiają to, co udało im się osiągnąć zarażając pozytywną energią, lecz nie mówią jak to zrobić. Coachem staje się biznesman, przedsiębiorca, ekonomista, bez elementarnej akademickiej wiedzy.

Współcześnie coaching (proces związany z rozwojem, karierą) walczy o silną pozycję na rynku. Psychologowie czy trenerzy personalni zajmujący się rozwojem osobistym robią wszystko, aby oczyścić tę dyscyplinę, okrytą złą sławą przez trenerów zza ocenu. Wewnętrzny impuls nie jest czymś oczywistym. Jego istotą nie jest chcenie samo w sobie. Definicja tego pojęcia przedstawiana jest jako „proces wzbudzający do działania, utrzymujący je w toku i regulujący jego przebieg.” Mało tego, możemy nawet wyróżnić fazy motywacyjne powołując się tym samym na prof. Wiesława Łukaszewskiego, który sformułował je jako: uruchomienie, ukierunkowanie, podtrzymanie i zakończenie. Obrazując, może to być nauczenie się języka francuskiego. Najpierw podejmuję decyzję o edukacji w tym kierunku i podpieram to odpowiednim zachowaniem, które jest ukierunkowane na cel. Na przykład postanawiam opanować język, szlifując go 5 razy w tygodniu przez 2 miesiące. W trzeciej i najtrudniejszej fazie, która wymaga wytrwałości w działaniu, nie rezygnuję z nauki. W ostatniej oceniam rezultaty swojego wyniku i skutki. Decyduję również czy cel został zrealizowany i w jakim stopniu, oraz staję przed decyzją, czy chcę określić kolejny cel. Błędne myślenie i definiowanie terminu poprzez posługiwanie się najczęściej tylko jedną z pierwszych faz jest odpowiedzią na pytanie, dlaczego czasem na pewnych etapach brakuje nam silnej motywacji i najzwyczajniej w świecie odpuszczamy. Powinniśmy zatem pamiętać o tych 4 fazach całościowo i kompleksowo.

To co właściwie zrobić, żeby nam się chciało, również mocno jak nam się nie chce? Możliwości jakie dają nam nasze czasy są ogromne. Wystarczy tylko wpisać w Google hasło „sposoby na motywacje”. Artykułów i wpisów na przeróżnych blogach nie bylibyśmy w stanie przejrzeć jednego dnia. A i tak wszystkie zamykają się w sztywnych i utartych schematach: przygotuj kartkę, rozplanuj swój dzień, wyznacz i wypisz osiągalne cele, nagradzaj się za nawet drobne sukcesy, szukaj inspiracji i tak w nieskończoność. Ale czy faktycznie to działa? Mam co do tego wątpliwości.

Zdarza się, że „projektowanie życia” wygląda tylko dobrze na papierze. W rzeczywistości jesteśmy niesystematyczni, brakuje nam czasu lub najzwyczajniej w świecie o tym zapominamy. Nie jest tak, że planowanie i spisywanie swoich celów to błąd. Wręcz przeciwnie, warto wiedzieć: co, gdzie, jak i kiedy chce się osiągnąć. Rzecz w tym, że, niektórzy wykorzystują całą swoją energię na proces planowania, zapominając o wcielaniu tego w życie. Planowanie, ma szansę tylko wtedy gdy zajmuje nam 10% czasu, a pozostałe 90% przeznaczymy na działanie. W tym miejscu zaproponowałabym dosyć zdroworozsądkowe podejście psychologów, którzy ku zaskoczeniu, odradzają prowadzenie wewnętrznego dialogu. Gdy pójście na siłownię w deszczowy listopadowy dzień, mimo, że obraliśmy taki cel, nie jest nam po drodze, powinniśmy przestać pytać się siebie czy mamy na to ochotę. Na pewnym etapie zaczynamy rozmyślać czy nam się chce, czy nam się nie chce. Powinniśmy spróbować przez miesiąc, dwa, konsekwentnie realizować nasz cel i uwierzyć w to, że efekty, które uzyskamy będą zadowalające. Skoncentrujmy się w większej mierze na działaniu, niż zastanawianiu. Myślę, że wtedy ta prosta recepta po części rozwiąże nasz tytułowy problem.

Do Ciebie, jednak należy wybór czy zaufasz ekspertom czy dasz się namówić na amerykański sen. Kluczową kwestią jest fakt, że mimo, iż motywacja jest sprawą jak najbardziej pożądaną, niezapominajmy, że każdy z nas, zwyczajnie po ludzku, ma prawo do błogiego lenistwa i dosłownego leżenia do góry brzuchem. Uważajmy jednak na to, aby takie leżenie nie przeciągnęło się w czasie. Ważne jest, aby zawsze z tylu głowy mieć bardzo proste i prawdziwe słowa, będące możliwie jedynym lekiem na „nie chcenie” – „w życiu tyle mamy, ile z siebie damy”.

Autorka: Karolina Obrębska – studentka socjologii w Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Projekt realizowany przez Akademię Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, najstarszą, publiczną uczelnię pedagogiczną w Polsce, kształcącą na kierunkach: pedagogika, pedagogika specjalna, psychologia, socjologia, edukacja artystyczna oraz praca socjalna. Więcej na stronie: www.aps.edu.pl

Partner projektu
The New Answer

Zapraszamy do obserwowania nas na Facebooku: https://www.facebook.com/absolutnieuzytecznenaukispoleczne

oraz subskrybowania naszego kanału na YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCVD6heRTN5vpYE7QyjxN74g

Komentarze

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *