Krótka przypowieść o publikacji tekstów naukowych

Przypowieść ta ma morał, ale dopiero na samym końcu. Pewien autor, nazwijmy go X, popełnił artykuł naukowy i wysłał go do takiegoż czasopisma, nazwijmy go Y. Pięć dni później otrzymał wiadomość, że po pozytywnej informacji od recenzentów, wyślą mu informację. Zachwycony czekał.

Kolejny mail dostarczono 18 dni później, a miał on treść lekko zastanawiającą: „Witam,prosze o przesłanie tekstu, poniewaz nie ma g ow załączniku, redakcja Y”. No cóż, wiadomo. Czasopismo ma te swoje punkty, to i zajęte i się ceni. Pisownia oryginalna.

Autor X był cierpliwy, no bo co, krążą opowieści, że ktoś tam nie otworzył przewodu, ponieważ od 2 lat mu recenzują artykuł. W świetle tej wiedzy, następny mail do redakcji z pytaniem, co z artykułem, został przez niego wysłany dopiero ponad miesiąc później.

Odpowiedź, która nadeszła po 3 tygodniach od tej daty, nie napełniała nadzieją: „Szanowny Panie,ze względu na dużą ilość tekstów naukowych, nie możemy w najbliższym czasie publkować tego materiału,Redakcja”. Autor był trochę zdziwiony, trochę podenerwowany. Może po takim czasie chciałby zobaczyć jakąś recenzję, jakąś opinię albo co. Mówiąc w skrócie, w całej swojej naiwności, zapytał: jak to?

Kolejna odpowiedź była odpowiedzą również dla doktorantki, którą kiedyś tam słyszał i która nie mogła otworzyć przewodu od 2 lat: „Drogi Panie, czasopismo jest półrocznikiem,teksty mam y na ponad dwa lata, więc nic nie można przyspieszyć, Redkacja”.

Morał tej historii jest krótki i niektórym znany: uważaj gdzie wysyłasz swoje artykuły :/

Komentarze

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *